„Moje wielkie ruskie wesele” Anna Mandes-Tarasov

0 Flares 0 Flares ×

 

Autor: Anna Mandes-Tarasov
Tytuł: Moje wielkie ruskie wesele
Wydawnictwo: Edipresse Książki
Seria: Literatura do torebki
Liczba stron: 288

 

Kiedy Polak poślubia Rosjankę, mówią o nim: szczęściarz! Ale kiedy ona oddaje rękę Rosjaninowi, nawet takiemu z francuskim paszportem, koleżanki mdleją, urzędniczki sarkają, a w powietrzu wisi słowo: skandal. Co się stanie, kiedy w poznaniu przyszłych teściów przeszkodzi deportacja, weselny catering wmiesza się konflikt zbrojny, a redaktor naczelna zapragnie zrobić ze ślubu temat numeru? 

 

Do sięgnięcia po tę książkę, skusił mnie tytuł powieści, kojarzący się z filmem Moje wielkie greckie wesele – prześmiesznej, ale zarazem cudownie ciepłej komedii romantycznej. Zabierając się więc za lekturę Mojego wielkiego ruskiego wesela liczyłam na dobrą zabawę… i przyznam szczerze… jestem tą książką oczarowana…

 

Autorka porusza w powieści kilka tematów. Po pierwsze: małżeństwa mieszane – mowa zarówno o wyznaniu, jak i nacji małżonków. Po drugie: stereotypy o Rosjanach. Po trzecie: historię miłosną trochę jak z bajki.

Ci, którzy ślub mają już za sobą, bądź są w trakcie jego planowania, dobrze wiedzą ile to „roboty”. Załatwianie urzędu, kościoła, świadkowie, sukienka, garnitur, kwiaty, menu… można wymieniać w nieskończoność… Ale jak to wygląda, gdy jedno z przyszłych małżonków nie dość, że jest innej narodowości, to jeszcze innego wyznania? To już wyższy poziom wtajemniczenia :) , który autorka niesamowicie przejrzycie, ale i z nutą humoru ukazuje na kartach powieści…

Stereotypowe myślenie o Rosjanach, jakie jest, wie każdy. Autorka z humorem przedstawiła ten „problem” w książce poprzez opis reakcji przyjaciół głównej bohaterki na wieści o jej rosyjskim narzeczonym… Niby na poważnie, a jednak z przymrużeniem oka. :)

 

Historii miłosnych są miliony, ba! miliardy. Każda jest inna. Niepowtarzalna… Chwila, w której srogi Anny i Miszy się przecięły, nie wróżyła początkowo wielkiej miłości. Miłości wystawionej na próbę i tę próbę przezwyciężającej…
Cała ta historia i lekkość, jaka towarzyszy stylowi Anny Mandes-Tarasov sprawia, że magia bije z każdej strony tej powieści. Niby nic nadzwyczajnego, kolejna miłosna zawierucha, a jednak ma w sobie coś takiego, co wciąga i przyciąga, będąc przy okazji niezmiernie przyjemną lekturą, przy której można się zrelaksować i uśmiechnąć…

Uroku całości dodają opisy podróży głównej bohaterki wraz z mężczyzną jej życia… Spacery po Paryżu. Odkrywanie jego tajemnic i mostów… Poznawanie go i od tej strony pełnej blichtru i sławy, i od strony biedniejszych, szarych dzielnic… Opisy są bajeczne i skłaniają do wybrania się na taką wycieczkę, by poznać to miasto krok po kroku… każdego jego aspektu…
Wyjazd Anny i Miszy do Rosji również jest przyjemną przeprawą po rodzinnych stronach przyszłego męża. Spacery tamtejszymi uliczkami i poznawanie rodzinnych korzeni pana młodego, czy może być coś urokliwszego? A zarazem ukazującego, iż każde miejsce jest warte poznania?

 

Wszystko to ubarwiają dialogi przepełnione humorem, przy których uśmiech sam pojawia się na twarzy, jednocześnie dodają one dynamizmu lekturze, która sama w sobie i tak jest niebywale szybką…

 

Podsumowując: Jeśli macie ochotę na ciepłą i lekką historię miłosną z przymrużeniem oka, przy której spędzicie miło czas, koniecznie sięgnijcie po Moje wielkie ruskie wesele. Styl autorki bezapelacyjnie sprawi, że będziecie chcieli przeczytać każdą kolejną jej powieść… Ja niecierpliwie czekam na kolejne…

 

 

Gorąco polecam!

 

 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Edipresse Książki.

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 Google+ 0 Pin It Share 0 0 Flares ×

One thought on “„Moje wielkie ruskie wesele” Anna Mandes-Tarasov

  1. Może się skuszę :)

    Ciekawa, optymistyczna i rzucajaca się w oczy okładka :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *