„Blondynka w Urugwaju” + „Praktyczny kurs języka hiszpańskiego” Beata Pawlikowska

0 Flares 0 Flares ×

 

Autor: Beata Pawlikowska
Tytuł: Blondynka w Urugwaju
Wydawnictwo: Edipresse Książki
Liczba stron: 328

 

Podróże kształcą, to wiadomo nie od dziś. Są też fajną alternatywą odpoczynku. Beata Pawlikowska w kolejnej książce podróżniczej zabiera czytelników do Urugwaju. Kraju Ameryki Łacińskiej,  który słynie ze swego rodzaju bogactwa, tam bowiem każdy uczeń otrzymuje osobisty laptop do nauki, a i marihuana jest czymś zupełnie normalnym i legalnym…

 

Książkę czyta się szybko. Autorka słynie z lekkiego stylu, który nie trzyma się do końca zasad gramatyki, przez co ma swój własny urok. Rozdziały przeplatane są czarno-białymi fotografiami oraz dwoma „zbiorami” kolorowych fotografii z podróży autorki – oddającymi niesamowity klimat tego rejonu świata.
Opowieść Beaty Pawlikowskiej o Urugwaju nie mogła się oczywiście obejść bez jej rysunków, które niejednokrotnie podziwiałam przy okazji lektury wszelakich „kursów pozytywnego myślenia” J

 

Całość skupia się na 3 punktach podróży: Colonia del Sacramento – Montevideo – Punta del Ester – tym nadbrzeżnym szlakiem porusza się autorka, czasami zbaczając nieco z kursu, opisując i mieszkańców, i otoczenie, a w końcu i jedzenie.
Ciekawostką na pewno jest fakt, iż życie w Urugwaju zaczyna się późnym porankiem. Czas płynie inaczej jakby wolniej. Znalezienie kawiarni o 7 rano jest wręcz niemożliwe – o tej godzinie Urugwaj śpi – dla przeciętnego Europejczyka coś niepojętego.

Autorka nieco pobieżnie traktuje otoczenie. Owszem są adnotacje np. o barze Beathelsów, sklepie z marihuaną etc., ale brakło mi tutaj odniesień do atrakcji turystycznych, zabytków – zarówno w opisie, jak i w fotografii – może dlatego, że zwiedzając, lubię takie właśnie smaczki, które coś więcej mówią o danej kulturze, kraju, ludziach…

 

W temacie jedzenia gryzło mnie mocno uparte podkreślanie tego, że autorka nie je mięsa, że to wyzwanie w Urugwaju dostać coś, co tego mięsa nie zawiera. Myślę, że dużo ciekawszym byłoby po prostu lekko zarysować smaki Urugwaju…  i zakończyć temat.

 

Z drugiej strony jest to swego rodzaju pamiętnik z podróży, więc ciężko by nie było w nim osobistych przemyśleń, których Beata Pawlikowska ma bardzo dużo… do przekazania czytelnikowi. Można się z nimi nie zgadać bądź zgadzać… Ważne, by mieć własne zdanie i sprawnie je uargumentować. Z częścią tych przemyśleń się nie zgadzam do tej pory, inne mnie zaciekawiły… Z pewnością tematów i wątków do rozmów i analiz nie zabrakłoby, gdybym mogła porozmawiać z autorką…

 

W książce autorka zachęca do skorzystania z aplikacji TAP2C by móc, po zeskanowaniu czarno-białego zdjęcia, przenieść się do wirtualnej galerii fotografii bądź filmu.

 

 

Podsumowując: Jeśli macie ochotę na szybką podróż przez Urugwaj – szybką i lekko opowiedzianą – sięgnijcie po tę książkę. Fani Beaty Pawlikowskiej zapewne nie będą zawiedzeni i z chęcią uzupełnią kolekcję jej tytułów podróżniczych w swojej biblioteczce. :)

 

 

 

 

Autor: Beata Pawlikowska
Tytuł: Praktyczny kurs języka hiszpańskiego + CD
Wydawnictwo: Edipresse Książki
Liczba stron: 392

 

Beat Pawlikowska wydała kilka kursów języków obcych, w moje ręce wpadł kurs języka hiszpańskiego, który to skrycie kocham od lat kilku, tak jak uwielbiam Hiszpanię – zwłaszcza północą część tego kraju.
Nie jestem całkiem zielona, jeśli chodzi o ten język – długi czas miałam okazję wysłuchiwać go w domu z racji pracy, jaką wykonywał mój tata. Włoski i hiszpański przez kilka lat był moim chlebem powszednim, więc chcąc niechcąc musiałam co nieco się nauczyć – nie tak biegle, jak wspomniany rodzic, ale na tyle, by wiedzieć, co ktoś do mnie mówi i umieć odezwać się choćby zdaniem…

 

Autorka skonstruowała swój kurs na bazie nauki zdań prostych wymawianych na głos. Z doświadczenia, jakie „nabyłam” w szkole ucząc się języka angielskiego, wiem, że taka forma nauki jest dużo efektywniejsza. Bo to nie znajomość gramatyki w życiu jest najważniejsza, a umiejętność porozumiewania się na co dzień i przede wszystkim niewstydzenie się mówienia w obcym języku. Ja po nastu latach nauki angielskiego, będąc na praktykach w Wielkiej Brytanii, byłam całkowitą niemową, bo chociaż rozumiałam, co do mnie mówiono, bałam się wydać z siebie jakikolwiek dźwięk, by nie zrobić z siebie pośmiewiska. Dlaczego? Otóż w szkole skupiano się na pisaniu, pisaniu, pisaniu i jeszcze raz pisaniu… Nie miałam okazji używać języka w mowie i oswajać się z nim osłuchowo – nie na zajęciach.

 

Tak więc wracając do meritum, kurs opiera się na wyćwiczeniu i przyswojeniu krótkich zdań podczas wypowiadania ich na głos. W nauce pomoże płyta, podczas słuchania, której będziecie „zmuszeni” zdania wypowiedziane po polsku tłumaczyć od razu na hiszpański, po czym po dłuższej chwili usłyszycie, czy Wasza odpowiedź była tą poprawną.

 

Kurs podzielony jest na 68 części (tak bym to nazwała). Każda z nich na ćwiczeniu innej „tematyki” w formie zdanie po polsku – zdanie po hiszpańsku – wymowa hiszpańska.
Gramatyka tego języka jest bardzo prosta, tak więc po zapoznaniu się z „Niezbędnikiem gramatycznym”, który niestety jest na końcu książki, szybciutko ogarniecie, co jak się czyta i „nawiasy” nie będą Wam potrzebne. :)

 

Jedyna rzecz, jakiej mi brakło w tym „podręczniku” to spis treści. Zdecydowanie ułatwiłby odnalezienie pewnych zagadnień, a i jakaś „lista” podstawowych czasowników byłaby super dodatkiem.

 

Podsumowując: Jeśli macie ochotę zaznajomić się z językiem hiszpańskim, a do tej pory nie mieliście  z nim do czynienia, możecie potraktować kurs jako fajny dodatek do nauki (w połączeniu z dobrym słownikiem) oraz jako ciekawy start do nauki.
Ja miło spędziłam czas na przypominaniu sobie pewnych rzeczy :)

 

 

Za możliwość przeczytania książki oraz zapoznania się z kursem dziękuję Wydawnictwu Edipresse Książki.

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 Google+ 0 Pin It Share 0 0 Flares ×

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *