„Miłość do trawy” Michał Krupa

0 Flares 0 Flares ×

Autor: Michał Krupa
Tytuł: Miłość do trawy
Wydawnictwo: Psychoskok
Liczba stron: 180

 

Krzysztof został wyróżniony przez Matkę Naturę: otrzymał dar porozumiewania się z trawą. Pewnego dnia, podczas tego osobliwego doświadczenia poznaje piękną Monikę. Od tego czasu nic już nie będzie takie jak przedtem. Kluczowym elementem staje się sen bohatera, który motywuje go do odkrywania tego, co nieodkryte i poszukiwania odpowiedzi na nurtujące go pytania.

 

Dotychczas przy wyborze książki często kierowałam się okładką oraz opisem na tyle. Oczywiście te kryteria odpadały w chwili, gdy sięgałam po kolejną książkę autora, którego już poznałam i zostałam oczarowana jego style. W przypadku Miłości do trawy uwiodła mnie okładka i enigmatyczny opis, a połączenie tego ze wplecionymi w powieść elementami wierzeń Prasłowian… wydawało mi się, że książka będzie strzałem w dziesiątkę… Tymczasem była strzałem w stopę…

 

Lektura Miłości do trawy była dla mnie nie lada wyzwaniem. Podchodziłam do niej dwukrotnie, pomimo iż ma zaledwie 180 stron. Za pierwszym razem utknęłam na 60. stronie i zdecydowałam się odłożyć ją „na później”, za drugim – postanowiłam za wszelką cenę dobrnąć (to dobre słowo) do końca.
Powieść pomimo swojej małej objętości jest ciężką lekturą. Zdecydowanie za dużo w niej długich opisów, a i sama akcja jest dość monotonna… rozwleczona do maksimum. Podczas czytania miałam wrażenia, że usnę nim dam radę doczytać do końca rozdziału, ba! czasem strony.

 

Autor miał bardzo ciekawy i świeży pomysł na fabułę. Połączenie całej tej otoczki nawiązującej do daru porozumiewania się z trawą i Naturą – cudownych zdolności niektórych ludzi (choć sądząc po tym, ile osób główny bohater poznał na swojej drodze, dar ten wcale nie był taki unikatowy), a to wszystko otulone pradawnymi wierzeniami… Wydawało się idealnym, intrygującym połączeniem. Pięknym… Zbyt pięknym…
Realizacja niestety zawiodła.

 

Powieść jest dość przewidywalna. Po przeczytaniu około 70 stron w zasadzie wiadomo, co będzie dalej, jak to wszystko się skończy. Nie ma tutaj mowy o żadnym zaskoczeniu, czy przysłowiowej kropce nad „i”. Po prostu dążymy do oczywistego zakończenia. Ot, koniec kropka.

 

Główny bohater poszukujący odpowiedzi na pytania, można rzec egzystencjalne, niemiłosiernie mnie irytował swoją postawą. Totalnie oderwany od rzeczywistości. I nie chodzi mi tutaj zupełnie o jego „inność”. Krzysztof wydawał być się niczym źdźbło bambusa poniewierane przez wiatr… Brakowało mu charakteru i tego męskiego pierwiastka, który w jakikolwiek sposób by go zaakcentował…

 

Podsumowując: Miłość do trawy okazała się niestety powieścią bardziej męczącą niż sprawiającą przyjemność z czytania. Choć sam pomysł na nią wydawał się świetny (i nadal taki wydaje), to jego realizacja daleka jest od tego, czego oczekiwałam, zabierając się za książkę. Ciężka, monotonna… wręcz senna historia, która mogła być superpowieścią… Może to kwestia narracji? A może po prostu autor nie poradził sobie z przelaniem pomysłu na papier… ?

 

 

 

Za możliwość przeczytania książki dziękuje Wydawnictwu Psychoskok.

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 Google+ 0 Pin It Share 0 0 Flares ×

One thought on “„Miłość do trawy” Michał Krupa

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *